Zwierciadło Podcasty

„Nauczyłem się pamiętać, bo wiem, że nie zapamiętam”. Vienio, zorganizowany ADHD-owiec, który przerywa rodzinne schematy | „W czułym zwierciadle”

Zwierciadło Podcasty

Show Notes

„My nosimy rodzinę w sobie” – mówi Piotr „Vienio” Więcławski w podcaście Małgorzaty Serafin „W czułym zwierciadle” . Raper, producent muzyczny i człowiek wielu pasji przygląda się temu, jak przeszłość wpływa na nasze wybory, dlaczego wciąż wchodzimy w te same relacje i co można zrobić, żeby przerwać błędne koło, także myślowe, gdy żyje się z ADHD, trudnościach z koncentracją i sposobach na odnajdywanie spokoju w świecie, który nieustannie domaga się naszej uwagi. ADHD, czyli własna instrukcja obsługi Jak przyznaje w rozmowie z Małgorzatą Serafin, jego znajomi uważają go za „najbardziej zorganizowanego ADHD-owca na świecie”. To określenie dobrze oddaje paradoks, z którym mierzy się wiele osób neuroatypowych: trudności w jednym obszarze nie przekreślają możliwości osiągania świetnych rezultatów w innym. Vienio zauważa, że kiedy ma pracę do wykonania, potrafi wstać rano wyspany i zająć się zadaniami. Kluczowe znaczenie ma dla niego konkretny cel i odpowiednie przygotowanie do działania. Trudności z koncentracją często pozostają niewidoczne dla otoczenia. Można sprawiać wrażenie osoby zaradnej, pomysłowej i świetnie odnajdującej się w pracy, a jednocześnie zmagać się z czynnościami, które innym przychodzą bez większego wysiłku. „W gotowaniu jestem jak w medytacji” W codziennym życiu łatwo pomylić odpoczynek z bezczynnością. Kiedy głowa nie przestaje pracować, a uwaga wciąż przeskakuje między kolejnymi sprawami, nawet wolny wieczór może stać się kolejnym zadaniem do odhaczenia. Dlatego tak ważne okazują się aktywności, które pozwalają wrócić do chwili obecnej i skupić się na jednej rzeczy. Dla Vienia taką przestrzenią jest kuchnia. „W gotowaniu jestem jak w medytacji” – mówi, wskazując na czynność, która pozwala mu odnaleźć inny rodzaj skupienia. Przygotowywanie posiłków wymaga zaangażowania zmysłów, uważności i podążania za kolejnymi etapami procesu. Trzeba obserwować, mieszać, próbować, reagować na to, co dzieje się w garnku. Nie wszystko można przyspieszyć, a niektóre rzeczy potrzebują dokładnie tyle czasu, ile potrzebują. Rodzina, którą zabieramy ze sobą w dorosłość W rozmowie pojawia się również temat, który dotyczy znacznie szerszej grupy osób niż te zmagające się z ADHD. To rodzinne wzorce, które potrafią kierować naszym życiem długo po tym, gdy wyprowadzimy się z domu i zaczniemy podejmować samodzielne decyzje. Możemy zmienić miasto, pracę, partnera czy sposób spędzania wolnego czasu, a mimo to wciąż odtwarzać podobne scenariusze. „My nosimy rodzinę w sobie” – zauważa Vienio. Interesuje go, w jaki sposób przejmujemy zachowania i przekonania wyniesione z domu rodzinnego, często bez świadomości, że w ogóle to robimy. Nie zawsze powielamy je dlatego, że się z nimi zgadzamy. Niekiedy po prostu znamy je najlepiej, a to, co oswojone, potrafi wydawać się bezpieczniejsze od czegoś zupełnie nowego. Nie oznacza to, że przeszłość musi zdeterminować przyszłość. Uświadomienie sobie powtarzających się mechanizmów może być pierwszym krokiem do zmiany. Wymaga jednak zatrzymania się i zadania sobie pytań: dlaczego wybieram właśnie takie osoby? Co sprawia, że zostaję w relacji, która mnie rani? Czy to, co nazywam miłością, rzeczywiście mi służy, czy raczej przypomina coś, co znam od dawna? Vienio przywołuje przykład znajomej, która kolejny raz wchodzi w relacje z mężczyznami wykorzystującymi ją, okradającymi i porzucającymi. Patrząc z boku, widzi powtarzalność tego scenariusza i zastanawia się, dlaczego tak trudno go przerwać. „Kurde, jak szkoda, że ona tak ma. Wejdź, wsadź tam łapę” – mówi i dotyka trudnego pytania: co robimy, kiedy widzimy, że bliska osoba kolejny raz podejmuje decyzje, które ją ranią? Rozmowa Vienia z Małgorzatą Serafin w podcaście „W czułym zwierciadle” prowadzi więc do pytań, które dotyczą zarówno naszej relacji z samymi sobą, jak i z innymi ludźmi. Jak rozpoznać własne potrzeby?

More from Zwierciadło Podcasty

Oct 23, 2026

„Łatwiej otworzyć drzwi do lodówki niż do własnego życia”” – mówi psycholożka Elżbieta Lange w podcaście „Ciało obce”, który prowadzi Anna Augustyn-Protas. Za kompulsywnym podjadaniem, wieczornymi wizytami w lodówce i nieustanną walką o szczupłą sylwetkę może kryć się coś więcej niż brak silnej woli. Niewypowiedziany gniew, samotność, niezaspokojona potrzeba bliskości, a nawet lęk przed własną radością. Co się dzieje, kiedy jedzenie staje się sposobem na radzenie sobie z życiem, a ciało zaczyna opowiadać historię, której nie potrafimy wypowiedzieć na głos? Od dziewczynek wciąż oczekuje się, że będą miłe, opanowane i bezproblemowe. Nie wypada podnosić głosu, trzaskać drzwiami ani otwarcie protestować. Lepiej ustąpić, przemilczeć, nie robić kłopotu. Złość? Najlepiej schować ją głęboko, żeby nikogo nie urazić. Problem w tym, że emocje nie znikają tylko dlatego, że nauczyłyśmy się ich nie pokazywać. W rozmowie z Anną Augustyn-Protas psycholożka Elżbieta Lange zwraca uwagę, że szczególnie kobiety mają trudność z przeżywaniem trudnych stanów, ponieważ od najmłodszych lat uczone są, by być grzeczne, a nie „histeryczne”. „Zapieczonym gniew” Emocje nie są czymś, czym można dowolnie sterować za pomocą racjonalnych postanowień. Stanowią fizjologiczną reakcję na sytuację, w której się znajdujemy, i pomagają nam rozpoznać, czy nasze potrzeby oraz granice są respektowane. Złość może informować, że ktoś nas krzywdzi, ignoruje albo oczekuje od nas więcej, niż jesteśmy gotowe dać. Jeżeli jednak od dzieciństwa nie dostajemy przyzwolenia na jej wyrażanie, uczymy się odcinać od własnych sygnałów. Lange nazywa taki stan „zapieczonym gniewem”. To złość, której nie rozpoznajemy albo której nie pozwalamy sobie przeżyć. Zdaniem psycholożki może ona znajdować ujście w relacji z jedzeniem. Pojawia się wtedy pytanie, czy za niektórymi nawykami żywieniowymi nie stoi wcale głód, lecz emocje, których nie umiemy nazwać. Czy można utyć ze złości? Kiedy Anna Augustyn-Protas pyta, czy można przytyć ze złości, Lange odpowiada przewrotnie, że problemem może być właśnie złość nieprzeżyta. Nie chodzi o prostą zależność, w której gniew automatycznie przekłada się na dodatkowe kilogramy. Psycholożka zwraca uwagę na mechanizm tłumienia emocji i szukania sposobów, by poradzić sobie z napięciem, którego nie potrafimy rozładować w inny sposób. Złość mobilizuje organizm do działania. Często odczuwamy ją w rękach, nogach czy okolicach miednicy, ponieważ wiąże się z impulsem, by tupnąć, uderzyć w stół, krzyknąć albo odejść. Kiedy nie możemy zareagować, napięcie pozostaje. Zamiast powiedzieć „nie zgadzam się”, zaciskamy zęby, uśmiechamy się i robimy swoje. Czasem kończy się to wybuchem, czasem skierowaniem agresji przeciwko sobie. Lange opisuje dwa sposoby, w jakie może przejawiać się niewyrażona złość. Pierwszym jest autoagresja, która może wiązać się z zachowaniami szkodliwymi dla nas samych. Drugim – nadmiar gniewu, przez który łatwo tracimy panowanie nad reakcjami i zyskujemy opinię osób z krótkim lontem. Żaden z tych wariantów nie oznacza, że wystarczy wyrazić złość, by rozwiązać wszystkie problemy. Pokazuje jednak, jak ważne jest rozpoznawanie emocji, zanim przejmą kontrolę nad naszym zachowaniem. Czekolada nie pyta, czekolada rozumie Jedzenie ma nad nami pewną przewagę: jest dostępne niemal od ręki. Nie wymaga trudnej rozmowy, konfrontacji ani ryzyka, że ktoś nas odrzuci. Wystarczy otworzyć szafkę, sięgnąć po przekąskę i na chwilę poczuć ulgę. Jak wyjaśnia Lange, jedzenie może regulować emocje, ponieważ wiąże się z odczuwaniem przyjemności i pomaga na moment odsunąć od siebie nieprzyjemne stany. Kiedy jedzenie zaczyna rządzić Jak rozpoznać, że sięganie po jedzenie jest sposobem radzenia sobie z emocjami, który wymknął się spod kontroli? W nowym podcaście „Ciało obce” Anna Augustyn-Protas rozmawia z psycholożką Elżbietą Lange o jedzeniu, które staje się sposobem na radzenie sobie ze stresem, samotnością i niewyrażoną złością.

Oct 22, 2026

„Mam swój protokół jedzenia. Moje ADHD widać, słychać i czuć” - mówi Cezary Smorszczewski w podcaście „Soft power”. Czy skuteczny biznesmen to przede wszystkim człowiek, który umie dostrzec okazję tam, gdzie inni widzą katastrofę? Czy odmowy uczą więcej niż sukcesy? Co napędza go po 60-tce, skoro biologicznie ma 42 lata? W biznesie liczą się kompetencje, informacje i kapitał. Ale jest jeszcze coś, czego nie da się łatwo wpisać do arkusza kalkulacyjnego: relacje. Ich wartość nie zawsze ujawnia się od razu, a ludzie, których spotykamy na początku drogi, mogą odegrać ważną rolę wiele lat później. Smorszczewski zwraca uwagę, że nigdy nie wiadomo, co okaże się przydatne ani która znajomość przetrwa próbę czasu. Dlatego radzi, by angażować się w to, co robimy tu i teraz, i budować relacje bez założenia, że natychmiast przyniosą konkretną korzyść. W przyszłości mogą okazać się ważniejsze, niż dziś przypuszczamy. W jego opowieści pojawia się też osobisty wątek: pierwszą żonę poznał na studiach, a oświadczył się jej już po pięciu minutach. To historia, która może zaskakiwać w świecie, gdzie decyzje analizuje się w nieskończoność, a ryzyko próbuje się wyeliminować z każdego obszaru życia. Praca przez 2,5 godziny dziennie? W kulturze sukcesu długie godziny pracy wciąż bywają traktowane jak dowód zaangażowania. Im bardziej napięty kalendarz, tym łatwiej uwierzyć, że robimy coś ważnego. Smorszczewski opowiada jednak, że szukał pracy, w której mógłby pracować zaledwie dwie i pół godziny dziennie – i taką znalazł. Ta deklaracja brzmi przewrotnie, zwłaszcza w zestawieniu z jego wspomnieniami o okresach intensywnej aktywności zawodowej. Jak przyznaje, zdarzało mu się zaczynać pracę o siódmej rano i kończyć dopiero o dwudziestej pierwszej. Długie godziny nie są jednak same w sobie dowodem efektywności, podobnie jak skrócenie czasu pracy nie musi oznaczać mniejszych ambicji. Seks, sen, sport i sukces Smorszczewski określa swoje najważniejsze motywatory jako „trzy S” albo „cztery S”. W jego wersji są to seks, sen, sport i sukces. Ten zestaw mówi sporo o podejściu do życia, w którym ambicja zawodowa nie musi wykluczać przyjemności, sprawności fizycznej ani troski o organizm. Jednocześnie biznesmen przyznaje, że ze snem jest u niego najtrudniej. Wspomina o intensywnych okresach pracy i przekonaniu, że potrafi funkcjonować po zaledwie czterech czy pięciu godzinach snu. Jak mówi, odkrył u siebie wariant genetyczny, który ma pozwalać mu na pełną regenerację mimo krótkiego odpoczynku. Takie doświadczenie nie powinno jednak stawać się uniwersalną wskazówką. Potrzeba snu jest indywidualna, ale przekonanie o wyjątkowej odporności nie zastępuje rzetelnej oceny stanu zdrowia. To, że ktoś dobrze funkcjonuje przy krótszym śnie, nie oznacza, że podobny model będzie bezpieczny dla innych. Najpierw warzywa, potem białko Jednym z obszarów, w których Smorszczewski wprowadził własne zasady, jest odżywianie. Opisuje swój protokół jedzenia: zaczyna posiłek od zielonych warzyw i błonnika, następnie sięga po białko i tłuszcz, a na końcu – zamiast deseru, który kiedyś jadł – wybiera kromkę chleba z oliwą. Taki sposób komponowania posiłku odwołuje się do zainteresowania kolejnością spożywania produktów i jej możliwym wpływem na odpowiedź glikemiczną. Obecność warzyw i błonnika w diecie jest korzystnym elementem zdrowego odżywiania, choć efekty konkretnego protokołu zależą od całego jadłospisu, stanu zdrowia i indywidualnych potrzeb. Nie istnieje jeden zestaw zasad, który będzie optymalny dla każdego. „Nigdy” i „zawsze” W rozmowie o sukcesie łatwo szukać jednej zasady, która wyjaśni wszystko: odpowiedniego nastawienia, konkretnej strategii albo wyjątkowej cechy charakteru. Smorszczewski proponuje jednak podejście znacznie mniej kategoryczne. „Nie ma słowa »nigdy« i »zawsze«” – podkreśla.

Oct 20, 2026

„Organizm chce być zdrowy, on się adaptuje do tego, co mu robimy” – przekonuje dr n. med. Tadeusz Oleszczuk, ginekolog i autor książki „Kod długowieczności” wydanej przez Zwierciadło. W rozmowie z Dominiką Bagińską, dziennikarką, w podcaście „Ukryte piękno” wyjaśnia, dlaczego codzienne nawyki mają znaczenie większe, niż mogłoby się wydawać, co cukier robi z naszą skórą i dlaczego sen nie staje się mniej ważny tylko dlatego, że przybywa nam lat. Dobra wiadomość? Nie trzeba wywracać życia do góry nogami, żeby zacząć o siebie dbać. Kiedy myślimy o długowieczności, łatwo wyobrazić sobie skomplikowane badania, kosztowne terapie, specjalistyczne suplementy i rygorystyczne plany treningowe. Tymczasem fundamenty zdrowego starzenia się są znacznie bliżej: w kuchni, sypialni i codziennym rozkładzie dnia. To, jak śpimy, co jemy i ile się ruszamy, może mieć większe znaczenie dla naszego samopoczucia, niż sugerują modne recepty na wieczną młodość. Dr n. med. Tadeusz Oleszczuk zwraca uwagę, że na zmianę nawyków nigdy nie jest za późno. „Nie ma momentu, kiedy nie warto zacząć” – mówi w rozmowie z Dominiką Bagińską. Nie musimy czekać na nowy rok, okrągłe urodziny ani diagnozę, która zmusi nas do zatrzymania się. Możemy zacząć od jednej decyzji podjętej dzisiaj. Takie podejście pozwala też inaczej spojrzeć na dbanie o siebie. Zamiast traktować je jak kolejny projekt do zrealizowania, warto pomyśleć o nim jak o codziennej inwestycji w przyszłość. Nie chodzi o to, by kontrolować każdy parametr organizmu i walczyć z każdym śladem upływającego czasu. Chodzi o stworzenie warunków, w których ciało ma szansę jak najdłużej sprawnie funkcjonować. Cukier i skóra. Co kryje się za procesem starzenia? Zmarszczki, utrata jędrności skóry i zmieniający się owal twarzy to naturalne elementy starzenia. Nie oznacza to jednak, że na kondycję skóry nie mamy żadnego wpływu. Jednym z czynników, na które warto zwrócić uwagę, jest nadmiar cukru w diecie. „Można tak powiedzieć” – odpowiada dr Oleszczuk, kiedy rozmowa schodzi na związek cukru z przyspieszonym starzeniem. Wyjaśnia, że istotnym procesem jest glikacja, czyli reakcja, w której cukry łączą się z białkami, między innymi z kolagenem. W efekcie powstają związki mogące niekorzystnie wpływać na właściwości tkanek. Kolagen odpowiada za sprężystość i strukturę skóry, dlatego procesy uszkadzające jego włókna mają znaczenie także dla jej wyglądu. W praktyce oznacza to, że troska o cerę nie musi ograniczać się do kosmetyków i zabiegów. Znaczenie ma również to, co trafia na talerz. Ograniczenie słodyczy, słodzonych napojów i innych źródeł cukrów dodanych może być elementem dbania zarówno o zdrowie metaboliczne, jak i o skórę. Nie chodzi przy tym o ogłoszenie wojny każdemu produktowi zawierającemu cukier ani o obiecywanie, że zmiana jadłospisu zatrzyma czas. Starzenie jest procesem złożonym, a kondycja skóry zależy od wielu czynników, w tym genów, ekspozycji na promieniowanie UV, palenia tytoniu i codziennej pielęgnacji. Warto jednak pamiętać, że na część z nich mamy wpływ. Czasem pierwszym krokiem do lepszego samopoczucia jest nie kolejny produkt na półce w łazience, ale uważniejsze przyjrzenie się własnym przyzwyczajeniom. Dlaczego po posiłku chce nam się spać? Sen to jeden z filarów zdrowia, choć wciąż łatwo potraktować go jak luksus, z którego można zrezygnować, gdy dzień okazuje się zbyt krótki. W rozmowie pojawia się również mit, że wraz z wiekiem potrzebujemy mniej snu. Dominika Bagińska przywołuje to przekonanie, a dr Oleszczuk stanowczo je podważa. Jednym z wątków, na które zwraca uwagę, jest senność pojawiająca się po jedzeniu. Jak wyjaśnia, może ona towarzyszyć zaburzeniom gospodarki glukozowo-insulinowej, w tym insulinooporności. Jeśli po kolejnych posiłkach regularnie ucinamy sobie kilkunastominutowe drzemki, w ciągu dnia może uzbierać się nawet godzina lub dwie snu. Wieczorem presja snu bywa wtedy mniejsza, co może utrudniać zasypianie o zwykłej porze.

Oct 19, 2026

- Często pomija się aspekt emocjonalny, a sprowadza się andropauzę do tego, że mężczyzna zmienia partnerkę na młodszą albo kupuje czerwone auto – mówi Marta Bem, menedżerka projektu w Kulczyk Foundation. Zmiany hormonalne, spadek libido, zmęczenie, lęk przed utratą atrakcyjności i pytania o sens dalszego życia nie muszą jednak oznaczać końca bliskości. W podcaście „Słowo do słowa”, Joanny Brodzik, przyglądamy się temu, co dzieje się z kobietą i mężczyzną, gdy oboje wchodzą w nowy etap życia. Sponsorem odcinka jest Kulczyk Foundation. W przypadku kobiet menopauza wciąż bywa opisywana jako utrata: młodości, atrakcyjności, płodności, a niekiedy także społecznej widzialności. Mężczyźni z kolei mierzą się z przekonaniem, że powinni pozostawać silni, sprawni i gotowi do działania bez względu na wiek. Przyznanie się do zmęczenia, obniżonego nastroju czy spadku zainteresowania seksem może być dla nich trudne, ponieważ stoi w sprzeczności z wyobrażeniem męskości, które wynieśli z domu i kultury. Marta Bem zwraca uwagę, że w rozmowie o andropauzie często zatrzymujemy się na stereotypowych obrazkach. Mężczyzna zmienia partnerkę na młodszą albo kupuje czerwone sportowe auto, jakby w ten sposób próbował odzyskać utraconą młodość. Andropauza, czyli trudna rozmowa z samym sobą Zmiany hormonalne u mężczyzn mają inny przebieg niż menopauza u kobiet. Stężenie testosteronu zwykle stopniowo obniża się wraz z wiekiem, choć tempo tych zmian jest indywidualne i nie każdy mężczyzna doświadcza ich w ten sam sposób. Sam wiek nie wystarcza, by rozpoznać niedobór testosteronu, a objawy takie jak zmęczenie, obniżony nastrój czy spadek libido mogą mieć wiele przyczyn. Właśnie dlatego warto patrzeć na ten etap szerzej niż wyłącznie przez pryzmat biologii. Marta Bem ujmuje ten proces w mocnych słowach: „Andropauza to negocjacja z własnym ego”. Trudno przyznać, że zmieniają się nasze możliwości, że coraz mniej rzeczy sprawia nam przyjemność albo że wstanie z kanapy wymaga wysiłku, którego wcześniej nie znaliśmy. Jeszcze trudniej powiedzieć na głos, że tracimy energię, nie wiemy, dokąd zmierzamy, i nie potrafimy odnaleźć się w nowej sytuacji. Mężczyzna, który przez lata był przyzwyczajony do samodzielności i sprawczości, może odbierać te doświadczenia jako osobistą porażkę, a nie naturalny sygnał, że potrzebuje przyjrzeć się swojemu zdrowiu i emocjom. Menopauza to nie koniec kobiecości Kobiety również często wchodzą w okres zmian hormonalnych z poczuciem, że powinny sobie poradzić bez narzekania. Wahania nastroju, problemy ze snem, uderzenia gorąca, trudności z koncentracją czy zmiany w sferze seksualnej mogą wpływać na codzienne funkcjonowanie. Nie każda kobieta doświadcza wszystkich tych objawów, a ich nasilenie bywa różne. Kiedy jednak pojawiają się w pracy, w domu i w relacji, trudno udawać, że dotyczą wyłącznie prywatnego życia. Dodatkowym obciążeniem jest kulturowy przekaz, według którego kobieca atrakcyjność pozostaje nierozerwalnie związana z młodością. W efekcie naturalne zmiany w ciele mogą być odczytywane jak coś, czemu należy się przeciwstawić, a nie jak etap, do którego można się przygotować i w którym można szukać wsparcia. Do tego dochodzi obawa, że mniejsza ochota na seks zostanie uznana przez partnera za odrzucenie, a potrzeba odpoczynku – za brak zainteresowania wspólnym życiem. Co się dzieje, kiedy oboje przechodzą zmianę? Wyobraźmy sobie parę, która przez lata wypracowała własny rytm. Jedno odpowiada za część obowiązków, drugie za pozostałe; oboje wiedzą, czego mogą od siebie oczekiwać. Aż pewnego dnia dotychczasowy układ zaczyna się chwiać. Ona potrzebuje więcej spokoju, ponieważ źle śpi i szybciej się męczy. On zamyka się w sobie, bo nie umie nazwać własnego niepokoju. Jedno odbiera zachowanie drugiego jako obojętność, drugie czuje się niezrozumiane. Z pozoru drobne nieporozumienia zaczynają urastać do rangi poważnych konfliktów.

Oct 16, 2026

- Jeszcze dwa lata temu najnudniejsze słowa to było „spacer po lesie", teraz codziennie jestem w lesie, las mnie uratował - mówi Filip Cembala, aktor, wokalista i pisarz. W rozmowie z Joanną Brodzik w podcaście „Słowo do słowa” opowiada o życiu w nieustannym napięciu, trudnościach z odpoczywaniem i potrzebie bycia wystarczająco dobrym. Bo co, jeśli największym luksusem naszych czasów nie jest kolejny sukces, egzotyczna podróż ani wolny weekend, lecz kilka minut, w których nie musimy niczego udowadniać? Może zamiast kolejnego planu naprawczego potrzebujemy po prostu trochę mniej od siebie wymagać. Sponsorem odcinka jest NIVONA, producent automatycznych ekspresów do kawy. Współczesne zmęczenie nie zawsze wynika z liczby przepracowanych godzin. Czasem bardziej wyczerpuje nas nieustanna gotowość: do odpowiadania na wiadomości, przyswajania informacji, reagowania na kolejne bodźce i pozostawania w kontakcie ze światem, który nie zna przycisku pauzy. Nawet wolna chwila szybko wypełnia się ekranem telefonu, a cisza zaczyna przypominać przestrzeń, którą trzeba czymś zagospodarować. Filip Cembala zna ten mechanizm z własnego doświadczenia. Aktor mówi również o ADHD i związanych z nim trudnościach z funkcjonowaniem w chwilach, kiedy nic się nie dzieje. Zamiast poczucia ulgi pojawia się niepokój, jakby bezczynność była czymś, co trzeba przetrwać. „Osobom z ADHD, do których należę, trudno funkcjonować, gdy nic się nie dzieje, po prostu odpoczywać, traktuję takie momenty jak więzienie” – wyznaje. Self-care, który męczy Mamy dziś dostęp do niezliczonych porad dotyczących dobrostanu. Możemy planować poranki, optymalizować sen, ćwiczyć uważność, mierzyć aktywność i szukać coraz skuteczniejszych sposobów na regenerację. Problem w tym, że łatwo zamienić dbanie o siebie w kolejny projekt, w którym trzeba osiągać wyniki. Nawet relaks może stać się źródłem frustracji, jeśli nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Cembala zauważa, że odpoczynek coraz częściej traktujemy jak zadanie do odhaczenia. Sam nie uważa się za człowieka, który posiadł umiejętność spokojnego przeżywania wolnego czasu. Przeciwnie, otwarcie przyznaje, że dopiero się tego uczy. I nie mówi tego z pozycji kogoś, kto nie zna ciężaru obowiązków. Przypomina, że jego rodzice pracowali bardzo ciężko: mama była nauczycielką, tata wykonywał pracę fizyczną. W tym wyznaniu pobrzmiewa coś więcej niż osobisty kłopot z organizacją czasu. Odpoczywanie bywa trudne również dlatego, że wynosimy z domu określone przekonania o pracy, obowiązku i wartości człowieka. Jeśli przez lata uczymy się, że należy być zajętym, pożytecznym i wytrwałym, chwila bezczynności może budzić poczucie winy. Jakbyśmy musieli zasłużyć na prawo do odpoczynku. „Cembalans” i „cembalast” Filip Cembala potrafi opowiadać o sprawach trudnych z autoironią, która rozbraja, ale nie unieważnia emocji. Swoje poszukiwania równowagi opisuje za pomocą charakterystycznej gry słów: „Szukam cembalansu, bywam w cembalansie, a czasem w cembalaście”. W tym językowym żarcie kryje się całkiem poważna obserwacja. Równowaga nie jest stanem, który raz osiągamy i możemy już spokojnie uznać za załatwiony. Czasem jesteśmy bliżej siebie, czasem znów gubimy grunt pod nogami. W rozmowie z Joanną Brodzik pojawia się również wątek wysokiej wrażliwości i ADHD. To doświadczenia, które mogą wpływać na sposób przeżywania codzienności, reagowania na bodźce czy radzenia sobie z napięciem. Nie muszą jednak definiować całej tożsamości człowieka ani oznaczać, że istnieje jeden właściwy sposób na funkcjonowanie. Być może dlatego tak ważne jest szukanie rozwiązań dopasowanych do siebie, zamiast bezrefleksyjnego powielania cudzych recept. Dla jednej osoby odpoczynkiem będzie spotkanie z przyjaciółmi, dla innej samotność. Jedna potrzebuje ruchu, druga ciszy. Nie ma powodu, by każdą z tych potrzeb oceniać według uniwersalnej miary. Sponsorem odcinka jest NIVONA, producent automatycznych ekspresów do kawy.

See all episodes →