
#294 Księżyc planety Ziemia – jak powstał, z czego się składa i kto ma na niego chrapkę | dr Anna Łosiak
Radio NaukoweShow Notes
Wiecie, że jasne plamy na Księżycu do wyżyny, najstarsza część Srebrnego Globu? Składają się z anortozytu i uważa się, że są pozostałością po pierwotnej skorupie Księżyca. Ciemniejsze plamy to wielkie kratery wypełnione o wiele młodszymi skałami bazaltowymi, są pozostałością po uderzeniach innych ciał kosmicznych. Co ciekawe, po niewidocznej stronie Księżyca ciemnych, bazaltowych plam jest bardzo mało. A niewidoczna jest dlatego, że Księżyc obraca się w taki sposób, że zawsze zwrócony jest „plamistą” stroną ku Ziemi (ale to nie znaczy, że jest wiecznie „ciemna”, jak się czasem o niej mówi). Księżyc jest głównym bohaterem odcinka nr 294! *** 💛 https://patronite.pl/radionaukowe 💸 https://suppi.pl/radionaukowe 📖 https://wydawnictworn.pl/ *** Szczególnie interesujemy się biegunem południowym, bo na tym właśnie obszarze koncentruje się aktualnie uwaga naukowców i światowych agencji kosmicznych. Noc na Księżycu trwa aż 14 dni, a na biegun przez cały czas pada światło słoneczne. – Możemy się tam ustawić w takim miejscu, żeby praktycznie przez cały czas na nas świeciło na tyle, żebyśmy mogli cały czas produkować energię elektryczną – mówi dr Anna Łosiak, geolożka planetarna z Instytutu Nauk Geologicznych Polskiej Akademii Nauk.
O misjach na biegun południowy myśli teraz wiele różnych podmiotów, w tym Europejska Agencja Kosmiczna, która planuje wysłać tam w 2029 roku misję Máni. Jej zadaniem będzie dokładne zeskanowanie powierzchni, by móc się lepiej przygotować do planowanych późniejszych lotów załogowych (oby się ziściły!). Kratery na biegunach to trudna powierzchnia do wylądowania i do badania, ale to okolice lepsze, jeśli myśli się o dłuższej obecności na powierzchni naszego satelity.
– Misje programu Apollo lądowały wyłącznie w bardzo płaskich, bardzo bezpiecznych kawałkach – opowiada dr Łosiak. A po co właściwie ludzkość chce się wybrać na Księżyc? – Jedynym zasobem, jaki może być ciekawy na razie, jest możliwość nauczenia się życia w kosmosie, obawiam się – mówi geolożka planetarna. Górnictwo na Księżycu to na razie pomysły bliższe literatury science fiction niż nauki. W odcinku usłyszycie o tym, które państwa interesują się Księżycem i jak im idzie (klasycznie Chińczycy trzymają się mocno), dlaczego ogromnym problemem dla astronautów jest księżycowy regolit i dlaczego Houston to najgorsze możliwe miejsce do przechowywania księżycowych skał (a właśnie tam są przechowywane).
Uwaga! W odcinku zapowiadamy też konkurs literacki na opowiadanie science fiction! Tutaj szczegóły: https://impakt-morasko.pl/.
More from Radio Naukowe
Skala sprytu ewolucyjnego, jaki występuje w przyrodzie, jest doprawdy zadziwiająca. Nie trzeba się rozglądać daleko. Weźmy na przykład różankę, niedużą rybkę z rodziny karpiowatych, która żyje w polskich rzekach. Ten gatunek ma niesłychanie wyspecjalizowany i sprytny sposób na ochronę potomstwa. Na wiosnę samczyk różanki wybiera sobie małża, na przykład skójkę. – To jest jeden z najładniejszych gatunków ryb u nas występujących w Polsce. Odstrasza inne samce i zaczyna tego małża oswajać – opowiada dr Piotr Bernatowicz z Wydziału Biologii UW. Samczyk delikatnie muska małża pyskiem, żeby przyzwyczaić go do swojej obecności. Kiedy małż przestaje reagować na dotyk zamykaniem, może się do niego zbliżyć samiczka różanki. Składa porcję ikry do wnętrza małża, a samiec zapładnia ikrę. Małe rybki klują się i rozwijają w bezpiecznej muszli. Opowieść o różance to jedna z wielu arcyciekawych historii, które Piotr zawarł w swojej książce: „Inny przewodnik. Fenomeny polskiej przyrody”, wydanej przez nasze Wydawnictwo RN.
– Spacer kosmiczny ma ze spacerem tyle wspólnego, ile operacja kardiologiczna z majsterkowaniem – mówi w Radiu Naukowym dr Anna Fogtman, biolożka i specjalistka medycyny kosmicznej w Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), autorka książki „Ponad błękit. O lotach kosmicznych i ludziach, bez których by ich nie było” wydanej przez nasze wydawnictwo RN.
👉 https://wydawnictwoRN.pl 🎉 ODSŁANIAMY KARTY! Oto nasze NOWOŚCI książkowe w sezonie 2026!
🪶 Pióra są starsze od latania i wcale nie powstały jako dostosowanie do tej pięknej zdolności. – Badacze piór twierdzą, że (…) jest ono tak skomplikowanym dziełem natury, że nie mogło pojawić się wielokrotnie u różnych grup zwierząt – opowiada dr Gerard Gierliński, paleontolog z Juraparku Bałtów. Konkretniej mówiąc, pióra powstały u wspólnego przodka i pterozaurów, i dinozaurów, jako narzędzie do termoregulacji i popisywania się przed partnerkami. Jak wiec doszło do tego, że dziś służą do latania? – Myślę, że to było tak, że był taki dinozaur, jakiś teropod na przełomie triasu i jury, który chciał się przypodobać samiczce, no i przez przypadek mu się zaczęło fruwać. A miał już tą ozdobę, czyli pióra konturowe na ogonie i na łapkach, żeby umieć się przypodobać – mówi dr Gierliński. 🦆 Ptaki to niejedyna linia dinozaurów, która próbowała latać. Były też dinozaury, które fruwały na skrzydłach ze skóry, takich jak nietoperze. Latających stworzeń w prehistorii było oczywiście więcej. Najstarsze aktywnie latające zwierzęta, o których wiemy z zachowanych znalezisk, to pterozaury. Latały już w triasie, około 230 milionów lat temu. Ale uwaga: pterozaury to nie dinozaury! Te dwie grupy miały wspólnego przodka. Linie pterozaurów wygasły, a dinozaury możecie zobaczyć za oknem. 🐊 W odcinku usłyszycie też, dlaczego wszyscy jesteśmy gadami, a w ogóle to rybami (i żywymi skamieniałościami!), skąd się wzięły dzioby i pneumatyczne kości, kim były azdarchy, po czym rozpoznać ptasi trop i jak to jest z tym archeopteryksem: jest pierwszym praptakiem czy nie? 🎨 Na ilustracji pterozaur autorstwa paleoartysty Marcina Ambrozika. Dziękujemy za udostępnienie!
Bartnik w dawnej Polsce pozornie nie miał trudnej pracy (choć bywała bolesna). Mógł dziać barcie, czyli wyrąbywać je w drzewach, ale niekoniecznie – korzystano też z naturalnych dziupli. Pszczoły same się w nich osiedlały. Nie dokarmiał pszczół, bo nie było czym. Doglądać na bieżąco też nie doglądał. – W zasadzie to bywał w niej dwa razy do roku: na wiosnę i gdzieś tam już w momencie, kiedy miód się podbiera – opowiada prof. Aneta Pieniądz z Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Ale sytuacja nie była taka prosta, jak się wydaje. W odcinku rozmawiamy o miodzie i historii bartnictwa.