
Show Notes
7 maja 1945 roku – bezwarunkowa kapitulacja III Rzeszy. Dlaczego do niej doszło, mimo oszałamiających sukcesów w pierwszym okresie wojny? Czy ta historia mogła potoczyć się inaczej? Takie pytania zadajemy w najnowszym odcinku Norbertowi Bączykowi, historykowi, publicyście znanemu szerokiej publiczności z podcastu Wojenne Historie. Taki oto „crossover” między popularnymi podcastami przygotowaliśmy dla Was na 300. odcinek RN!
💛 https://patronite.pl/radionaukowe 💸 https://suppi.pl/radionaukowe 📖 https://wydawnictworn.pl/
Zdaniem Norberta Bączyka Niemcy nie miały szans na wygranie II wojny światowej ze względu na różnicę potencjałów. – To nie jest kwestia szczęścia, to nie jest kwestia geniuszu, to jest kwestia brutalnej matematyki. Mówiąc wprost: Niemcy nie miały surowców, Niemcy nie miały wystarczająco dużo ludzi, aby wygrać wojnę o prymat nad światem, a nawet o prymat nad Europą – mówi.
Ale byli zdeterminowani i zmotywowani z powodów ideologicznych, a także dzięki niesłychanie sprawnie działającej maszynie propagandowej i charyzmie lidera. Dodatkowo początkowe sukcesy Wermachtu „całkowicie odcięły opozycję”. – Oni są zaczadzeni wizją swojego wodza i w systemie totalitarnym nie mogą mu się sprzeciwić, ale jednocześnie ta propaganda tak pierze inteligentnie ich mózgi, że w odróżnieniu od Związku Radzieckiego nie tylko strach, ale także i fascynacja ma tutaj olbrzymią rolę – podsumowuje Norbert Bączyk.
Interesujący jest stosunek dyktatora III Rzeszy do Stanów Zjednoczonych. On się nimi inspirował. Imponował mu sposób, w jaki Amerykanie zdobyli ogromne połacie ziemi i wyniszczyli mieszkających tam ludzi. Marzył o niemieckim kontynencie, niemieckiej Europie. – Indianie zostali wyrugowani ze swojej ziemi i strasznie się to Hitlerowi podobało – mówi historyk.
W odcinku usłyszycie też, co robiła Wielka Brytania w czasie tzw. dziwnej wojny, kto zaprojektował świat, w którym teraz żyjemy, co tak naprawdę spowodowało klęskę Niemiec w zimowej wojnie z ZSRR, jakie wizje niósł niemiecki romantyzm i w jaki sposób na Brytyjczykach zemściła się ich strategia równowagi sił. Kto zna Wojenne Historie i czeka na hasło „wojna to system”, ten się również nie zawiedzie!
00:00 Wstęp i kapitulacja III Rzeszy 01:24 Czy Niemcy mogły wygrać wojnę? 05:13 Sojusze alternatywne i rola Wielkiej Brytanii 09:11 Relacje polsko-niemieckie i wasalizacja 15:42 Dziwna wojna i blokada kontynentalna 21:44 Brytyjska strategia i strach przed lotnictwem 24:53 Gospodarcze aspekty prowadzenia wojny 28:29 Niemiecka strategia i zasoby surowcowe 32:21 Klęska pod Moskwą i logistyka 40:34 Przystąpienie USA do wojny 44:03 Amerykanie i plany Hitlera 48:07 Misja USA i światowy porządek 54:13 Polska w oczach amerykańskiej dyplomacji 56:15 Plan Roosevelta na powojenny świat 01:00:03 Mit Wunderwaffe i broń atomowa 01:04:17 Ideologia i pranie mózgów 01:08:05 Zakończenie
More from Radio Naukowe
Skala sprytu ewolucyjnego, jaki występuje w przyrodzie, jest doprawdy zadziwiająca. Nie trzeba się rozglądać daleko. Weźmy na przykład różankę, niedużą rybkę z rodziny karpiowatych, która żyje w polskich rzekach. Ten gatunek ma niesłychanie wyspecjalizowany i sprytny sposób na ochronę potomstwa. Na wiosnę samczyk różanki wybiera sobie małża, na przykład skójkę. – To jest jeden z najładniejszych gatunków ryb u nas występujących w Polsce. Odstrasza inne samce i zaczyna tego małża oswajać – opowiada dr Piotr Bernatowicz z Wydziału Biologii UW. Samczyk delikatnie muska małża pyskiem, żeby przyzwyczaić go do swojej obecności. Kiedy małż przestaje reagować na dotyk zamykaniem, może się do niego zbliżyć samiczka różanki. Składa porcję ikry do wnętrza małża, a samiec zapładnia ikrę. Małe rybki klują się i rozwijają w bezpiecznej muszli. Opowieść o różance to jedna z wielu arcyciekawych historii, które Piotr zawarł w swojej książce: „Inny przewodnik. Fenomeny polskiej przyrody”, wydanej przez nasze Wydawnictwo RN.
– Spacer kosmiczny ma ze spacerem tyle wspólnego, ile operacja kardiologiczna z majsterkowaniem – mówi w Radiu Naukowym dr Anna Fogtman, biolożka i specjalistka medycyny kosmicznej w Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), autorka książki „Ponad błękit. O lotach kosmicznych i ludziach, bez których by ich nie było” wydanej przez nasze wydawnictwo RN.
👉 https://wydawnictwoRN.pl 🎉 ODSŁANIAMY KARTY! Oto nasze NOWOŚCI książkowe w sezonie 2026!
🪶 Pióra są starsze od latania i wcale nie powstały jako dostosowanie do tej pięknej zdolności. – Badacze piór twierdzą, że (…) jest ono tak skomplikowanym dziełem natury, że nie mogło pojawić się wielokrotnie u różnych grup zwierząt – opowiada dr Gerard Gierliński, paleontolog z Juraparku Bałtów. Konkretniej mówiąc, pióra powstały u wspólnego przodka i pterozaurów, i dinozaurów, jako narzędzie do termoregulacji i popisywania się przed partnerkami. Jak wiec doszło do tego, że dziś służą do latania? – Myślę, że to było tak, że był taki dinozaur, jakiś teropod na przełomie triasu i jury, który chciał się przypodobać samiczce, no i przez przypadek mu się zaczęło fruwać. A miał już tą ozdobę, czyli pióra konturowe na ogonie i na łapkach, żeby umieć się przypodobać – mówi dr Gierliński. 🦆 Ptaki to niejedyna linia dinozaurów, która próbowała latać. Były też dinozaury, które fruwały na skrzydłach ze skóry, takich jak nietoperze. Latających stworzeń w prehistorii było oczywiście więcej. Najstarsze aktywnie latające zwierzęta, o których wiemy z zachowanych znalezisk, to pterozaury. Latały już w triasie, około 230 milionów lat temu. Ale uwaga: pterozaury to nie dinozaury! Te dwie grupy miały wspólnego przodka. Linie pterozaurów wygasły, a dinozaury możecie zobaczyć za oknem. 🐊 W odcinku usłyszycie też, dlaczego wszyscy jesteśmy gadami, a w ogóle to rybami (i żywymi skamieniałościami!), skąd się wzięły dzioby i pneumatyczne kości, kim były azdarchy, po czym rozpoznać ptasi trop i jak to jest z tym archeopteryksem: jest pierwszym praptakiem czy nie? 🎨 Na ilustracji pterozaur autorstwa paleoartysty Marcina Ambrozika. Dziękujemy za udostępnienie!
Bartnik w dawnej Polsce pozornie nie miał trudnej pracy (choć bywała bolesna). Mógł dziać barcie, czyli wyrąbywać je w drzewach, ale niekoniecznie – korzystano też z naturalnych dziupli. Pszczoły same się w nich osiedlały. Nie dokarmiał pszczół, bo nie było czym. Doglądać na bieżąco też nie doglądał. – W zasadzie to bywał w niej dwa razy do roku: na wiosnę i gdzieś tam już w momencie, kiedy miód się podbiera – opowiada prof. Aneta Pieniądz z Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Ale sytuacja nie była taka prosta, jak się wydaje. W odcinku rozmawiamy o miodzie i historii bartnictwa.