
#297 Rozwój małego dziecka – przez co przeszliśmy jako niemowlaki? | prof. Przemysław Tomalski
Radio NaukoweShow Notes
Nie jest łatwo być niemowlęciem! Młodziutki człowiek musi się nauczyć przeogromnej liczby umiejętności. Są wśród nich nie tylko te, które kojarzymy z etapami rozwoju: siadanie, chodzenie, mówienie, ale nawet rozróżnianie kolorów czy łączenie mowy z oddechem. Malutkie dzieci bardzo wcześnie zaczynają się komunikować z otoczeniem. Wykorzystują do tego nie tylko wokalizację, czyli przeróżne odgłosy, ale też gestykulację rąk… i nóg. – Zaczynamy odpinać nogi od produkowania dźwięków mowy pod koniec pierwszego roku życia – opowiada prof. Przemysław Tomalski, kierownik Pracowni Neurokognitywistyki Rozwojowej Babylab w Instytucie Psychologii PAN.
💛 https://patronite.pl/radionaukowe 💸 https://suppi.pl/radionaukowe 📖 https://wydawnictworn.pl/
– Zasadniczo mówienie to jest ruch. I to nie jakiś zwykły ruch, tylko jeden z najbardziej złożonych sekwencyjnie rodzajów ruchów, które nasze ciało jest w stanie wykonać – wyjaśnia. Do wydania z siebie dźwięku mowy potrzebujemy jednoczesnej aktywności aż 80 mięśni! Nic dziwnego, że nauka mowy trwa dobrych kilka lat. Samo powiązanie mówienia z oddychaniem (to, że mówimy na wydechu) wykształca się u dzieci dopiero pod koniec wieku przedszkolnego. Stąd czasami dziwność dźwięków produkowanych przez niemowlęta – bywa, że wydają je na wdechu.
Jeszcze kilka lat temu psychologowie uważali, że do lepszego rozwoju językowego dziecka konieczne jest ubogacanie go na wczesnym etapie życia: by rodzice mówili do niego dużo i pięknie. Najnowsze badania wskazują jednak, że kluczowy jest inny czynnik: dialog. Najważniejsze, by do niemowlęcia mówić, ale też zostawiać mu czas i miejsce na reakcję. – Jest masa sposobów, na które możemy być w interakcji z dzieckiem, i to nie tylko wokalnie – wskazuje psycholog. Można robić miny, pokazywać gesty. Ważne, by zostawić dziecku przestrzeń na odpowiedź i nie przechodzić w tryb instruktażu.
W odcinku usłyszycie też, jak widzą noworodki, że mechanizm orientowania się na twarze działa u ludzi już w życiu płodowym (i jak to w ogóle zbadać) oraz jak poznać, czy prezentowany bodziec niemowlę interesuje, czy może nudzi. I dlaczego warto z dzieckiem oglądać książeczki, nawet jeśli jeszcze zupełnie nie rozróżnia literek.
Gorąco polecamy, to odcinek o nas wszystkich, bo każdy z nas był dzieckiem!
00:00 Wstęp 01:38 Powitanie profesora Przemysława Tomalskiego 03:54 Świat zmysłów tuż po narodzinach 07:48 Słuch i percepcja w życiu płodowym 11:02 Głos, zapach i układ wzrokowy u niemowląt 20:28 Rozwój widzenia barwnego i stereoskopowego 26:52 Metody badania umysłów małych dzieci 35:23 Czy niemowlęta mają poczucie sprawiedliwości? 38:19 Praca naukowa i wyzwania replikacji 40:53 Prędkość ssania jako miara uwagi 46:09 Interfejsy wzrokowe i sprawczość dziecka 55:25 Ucieleśnienie procesów poznawczych i ruchu 58:32 Złożoność układu wzrokowego i wzgórza 01:03:02 Fizyczne zmiany proporcji ciała niemowlęcia 01:07:38 Mechanizm skoków rozwojowych u dzieci 01:13:08 Początki mowy i dźwięki ortofoniczne 01:16:32 Dialog jako silnik rozwoju językowego 01:22:01 Koordynacja oddechu, postawy i głosu 01:35:12 Znaczenie naprzemienności w nauce języka 01:39:23 Jak mądrze wspierać rozwój dziecka? 01:42:19 Uważność i reagowanie na potrzeby 01:46:00 Zakończenie
More from Radio Naukowe
Skala sprytu ewolucyjnego, jaki występuje w przyrodzie, jest doprawdy zadziwiająca. Nie trzeba się rozglądać daleko. Weźmy na przykład różankę, niedużą rybkę z rodziny karpiowatych, która żyje w polskich rzekach. Ten gatunek ma niesłychanie wyspecjalizowany i sprytny sposób na ochronę potomstwa. Na wiosnę samczyk różanki wybiera sobie małża, na przykład skójkę. – To jest jeden z najładniejszych gatunków ryb u nas występujących w Polsce. Odstrasza inne samce i zaczyna tego małża oswajać – opowiada dr Piotr Bernatowicz z Wydziału Biologii UW. Samczyk delikatnie muska małża pyskiem, żeby przyzwyczaić go do swojej obecności. Kiedy małż przestaje reagować na dotyk zamykaniem, może się do niego zbliżyć samiczka różanki. Składa porcję ikry do wnętrza małża, a samiec zapładnia ikrę. Małe rybki klują się i rozwijają w bezpiecznej muszli. Opowieść o różance to jedna z wielu arcyciekawych historii, które Piotr zawarł w swojej książce: „Inny przewodnik. Fenomeny polskiej przyrody”, wydanej przez nasze Wydawnictwo RN.
– Spacer kosmiczny ma ze spacerem tyle wspólnego, ile operacja kardiologiczna z majsterkowaniem – mówi w Radiu Naukowym dr Anna Fogtman, biolożka i specjalistka medycyny kosmicznej w Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), autorka książki „Ponad błękit. O lotach kosmicznych i ludziach, bez których by ich nie było” wydanej przez nasze wydawnictwo RN.
👉 https://wydawnictwoRN.pl 🎉 ODSŁANIAMY KARTY! Oto nasze NOWOŚCI książkowe w sezonie 2026!
🪶 Pióra są starsze od latania i wcale nie powstały jako dostosowanie do tej pięknej zdolności. – Badacze piór twierdzą, że (…) jest ono tak skomplikowanym dziełem natury, że nie mogło pojawić się wielokrotnie u różnych grup zwierząt – opowiada dr Gerard Gierliński, paleontolog z Juraparku Bałtów. Konkretniej mówiąc, pióra powstały u wspólnego przodka i pterozaurów, i dinozaurów, jako narzędzie do termoregulacji i popisywania się przed partnerkami. Jak wiec doszło do tego, że dziś służą do latania? – Myślę, że to było tak, że był taki dinozaur, jakiś teropod na przełomie triasu i jury, który chciał się przypodobać samiczce, no i przez przypadek mu się zaczęło fruwać. A miał już tą ozdobę, czyli pióra konturowe na ogonie i na łapkach, żeby umieć się przypodobać – mówi dr Gierliński. 🦆 Ptaki to niejedyna linia dinozaurów, która próbowała latać. Były też dinozaury, które fruwały na skrzydłach ze skóry, takich jak nietoperze. Latających stworzeń w prehistorii było oczywiście więcej. Najstarsze aktywnie latające zwierzęta, o których wiemy z zachowanych znalezisk, to pterozaury. Latały już w triasie, około 230 milionów lat temu. Ale uwaga: pterozaury to nie dinozaury! Te dwie grupy miały wspólnego przodka. Linie pterozaurów wygasły, a dinozaury możecie zobaczyć za oknem. 🐊 W odcinku usłyszycie też, dlaczego wszyscy jesteśmy gadami, a w ogóle to rybami (i żywymi skamieniałościami!), skąd się wzięły dzioby i pneumatyczne kości, kim były azdarchy, po czym rozpoznać ptasi trop i jak to jest z tym archeopteryksem: jest pierwszym praptakiem czy nie? 🎨 Na ilustracji pterozaur autorstwa paleoartysty Marcina Ambrozika. Dziękujemy za udostępnienie!
Bartnik w dawnej Polsce pozornie nie miał trudnej pracy (choć bywała bolesna). Mógł dziać barcie, czyli wyrąbywać je w drzewach, ale niekoniecznie – korzystano też z naturalnych dziupli. Pszczoły same się w nich osiedlały. Nie dokarmiał pszczół, bo nie było czym. Doglądać na bieżąco też nie doglądał. – W zasadzie to bywał w niej dwa razy do roku: na wiosnę i gdzieś tam już w momencie, kiedy miód się podbiera – opowiada prof. Aneta Pieniądz z Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Ale sytuacja nie była taka prosta, jak się wydaje. W odcinku rozmawiamy o miodzie i historii bartnictwa.